Kolekcjonerka (cz.2)
W domu nie miała zbyt wielu zajęć. Przedpołudnia spędzała w łóżku czytając kolorowe pisma dla kobiet, kryminały i romanse. Czasami wychodziła na zakupy ale czym prędzej wracała do domu, rzucając na kuchenny stół siatki i pudełka. Tylko dwa miejsca w tym domu były jej miłe - łóżko i łazienka.
Co ja tu robię???? - pytała siebie stając przed lustrem w staroświeckiej ła-zience. Zdejmowała luksusowe ubranie i długo przyglądała się swojemu fantastycznie zbudowanemu ciału. Dotykała gładkiej skóry brzucha, ud, ramion. Rozpinała klamrę i palcami rosczesywała czarne, bez śladu siwizny włosy. Za rok pięćdziesiąte urodziny???? Niemożliwe!!!! Stanowczo zbyt szyko mija czas. Jakby wczoraj stała nad grobem czwartego męża, zacnego jubilera, samotnie żyjącego po dramatycznej śmierci pier-wszej żony.
To była wspaniała okazja. Zero ryzyka. Jubiler miał 65 lat, bez rodziny, bez nałogów, mieszkający w wielkim mieście, bez przyjaciół, pogrążony w żałobie i wiecznym smutku. Poznała go przypadkiem, naprawiając pękniętą klamerkę bransolety. Była właśnie w żałobie po poprzednim mężu. Szykowna garsonka, czarny szal, ciemne okulary, dyskretny makijaż. Jubiler podniósł oczy znad roboty, przesunął okular na czoło i oniemiał. Zapomniał języka w gębie. Trzymała bransoletę w wyciągniętej dłoni a on dukał coś jak sztubak, zaczerwieniony i speszony. Wziął od niej bransoletę wciąż nie odrywając wzroku od jej twarzy. Bardzo pani współczuję, ta żałoba.... To po kimś bardzo bliskim, prawda? Po mężu - westchnęła. Och.. tak mi przykro. Wiem jaki to ból. Straciłem żonę wiele lat temu i do tej pory nie mogę o niej zapomnieć. A pani taka młoda... wzdychał. Pewnie i mąż młody, tragicznie zginął?
A nie, nie zginął. Ciężka choroba, niestety.
Jubiler oglądał pękniętą klamerkę. Patrzyła z podziwem na bogatą biżuterię wystawioną w gablotach. Piękne, ciężkie broszki, bransolety, wisiory. Tace z pierścionkami, obrączkami, pęki złotych i srebrnych łańcuszków. Szybko przeliczała precjoza na złotówki i już widziała je w swoim sejfie. Jesteś mój, staruszku, pomyślała. Ty też umrzesz niespodziewanie na paskudną, nieuleczlną chorobę. Po kilku minutach klamerka była naprawiona.
-Bardzo dziękuję za szybką naprawę, ile płacę?
-Ależ nic, zupełnie nic. To drobiazg, z przyjemnością przecież...- jubiler plątał się w tłumaczeniach. Dotknęła jego chłodnej dłoni. Niby niechcący dłużej ją przytrzymała. Smutno uśmiechając się zajrzała mu w oczy.
-Nawet nie wie Pan jaką przyjemność mi sprawił, to pamiątka po mojej mamie - kłamała gładko. -Mam jeszcze parę rzeczy do naprawy, odświeżenia, może mogłabym przyjść?
Ależ proszę nawet dzisiaj!!! - jakieś pudełka spadły na podłogę spod nerwowo rozkładanych rąk.
Wyszła ze sklepu na chłodną ulicę. Czuła dzikie pulsowanie w brzuchu. Zaczął się kolejny pościg za bogatą zwierzyną rozpalający jej wnętrzności.
Wzięła głęboki oddech zimnego powietrza. To było jak cudowny, długi orgazm.
c.d.n.