Ważny kanon na rocznicę
Rocznicę strajków sierpniowych, początek formowania się Związku, demokracji i społeczeństwa próbującego po raz kolejny swojej obywatelskości w roku 1980 i 1981 zaznaczamy na różne sposoby. Głównie, oczywiście, naszymi refleksjami i komentarzami.
Naturalnie jako że to ważne 30 lat w naszych dziejach również oficjalnie, państwowo, orderami, przemówieniami, wreszcie artystycznie. Wśród wielu pomysłów warto zauważyć jeszcze jeden. Wydawnictwa „Volumen” i „Bellona” przygotowały w związku z jubileuszem Kanon Literatury Podziemnej. Wybrano do niego 23 książki. Ważne literacko, ale i społecznie. Tak tak. Społecznie. (Takie podkreślenie ze względu na dzisiejszy brak tego typu książek!) Otóż obok dzieł Janusza Andermana, Jacka Bocheńskiego czy Kazimierza Orłosia oraz wielu innych znajdujemy tom, złożony z dwóch mikropowieści Tadeusza Korzeniewskiego, zatytułowany „W Polsce”. Co je łączy w całość? Świetna obserwacja naszych polskich zachowań, obyczajów, marzeń i oczekiwań. Sposób indywidualnego i narodowego radzenia sobie z rzeczywistością, nie tylko tą opisywaną, socjalistyczną. Bohaterowie obu części w odmienny, ale jak skuteczny, sposób dochodzą do niezależności, do wypełnienia swoich oczekiwań, dotąd skrywanych lub zaniechanych przez konformizm, lenistwo czy wymuszonych sytuacją. Oczekiwania te to przede wszystkim próba wywalczenia, wypracowania sobie niezależności bez względu na konsekwencje. Robotnicy chcą praw i prawdziwego udziału w zyskach, profesor – badacz strumienia świadomości naukowej (!) – myślowej niezależności. Jak im się udaje dojść do celu? Warto się przekonać. Ewentualny czytelnik tych tekstów sprzed ponad 30 lat (pierwodruk „W Polsce” w „Zapisie” w 1978 r.) zapyta zapewne o dwie sprawy: 1) co pozostało w, sugerowanej tutaj, ważnej warstwie społecznej u Korzeniewskiego i innych autorów? oraz 2) po co taka seria? Nie będzie kolejno. Najpierw więc druga odpowiedź. Nie chodzi pomysłodawcom serii wyłącznie o to, że lubimy celebrować rocznice. Wybraliby wtedy do Kanonu mniej kontrowersyjne tytuły. Za to łatwo w zamiarze edytorów dostrzec udaną próbę zwrócenia uwagi na wspólny wkład autorów, wydawców, drukarzy i kolporterów książek wydawanych poza oficjalnym państwowym obiegiem na to, co później przybrało postać głębokiej, solidarnej zmiany w Polsce. Przypominać to należy także, żeby nikt nie zawłaszczył sobie naszej pamięci wyłącznie w wersji mono albo upraszczał złożone sprawy i wydarzenia. Co z pierwszym pytaniem? Społeczne zachowania, obyczaje, wartości i struktury wymagają ciągłej dyskusji, weryfikacji, a często i rewolucyjnej zmiany. O tym są także mikropowieści Korzeniewskiego i takich tematów dotyka większość lektur Kanonu. Ten społeczny niepokój, ferment i przeczucie, że rozwój spraw społecznych wymaga głębokiej i odważnej zmiany, który towarzyszył początkom „Solidarności” jest w tych tekstach bardzo wyraźny. Dziś mielibyśmy odwagę na taką zmianę, na takie działanie? Czy wolimy wyłącznie mniej lub bardziej umiarkowanie ponarzekać na taką demokrację i niepodległość, jakiej zalążki zostały wypracowane trzy dekady temu? Czy doczekamy się literatury, która podobnie jak ta drugoobiegowa będzie miała udział w społecznych, rewolucyjnych zmianach. Takich, które doprowadzą do indywidualnej kolejnej decyzji 1/3 Polaków (10 milionów!), by brać udział we wspólnym, obywatelskim ruchu? Solidarnie i społecznie. A może już powstają takie teksty? Poza oficjalnymi nurtami i obiegiem!