Wolność. Lansowanie

Autor: 
Katarzyna Redmerska

Mamy demokrację, a z nią wolność słowa. Owszem za ten „luksus” musimy płacić ewentualną odpowiedzialnością karną, gdy nas lekko poniesie. Ale przy takim prawodawstwie i rychliwości wymiaru sprawiedliwości jakie mamy, kto by się tym przejmował.
Jak to zawsze bywa w przypadku swobody i ta „wolność” wymknęła się z pod kontroli. Obecnie wolność, wiąże się z lansowaniem. Prawie w każdym środowisku społecznym można to zauważyć. Na prowadzenie wysuwają się dziennikarze. Obserwując ich zachowanie, ma się wrażenie, że zapomnieli o swojej zawodowej powinności, na rzecz zostania celebrytą. W programach publicystycznych, które prowadzą, często chcą swoją osobą przyćmić gościa. Piękne i te mniej piękne dziennikarki, w kusych sukienkach i na niebotycznych obcasach pytają polityków: „co z Polską?”
Dziennikarze lansują się również w kolorowych gazetach. Zwłaszcza dziennikarze informacyjni. Możemy oglądnąć odważną sesję zdjęciową, znanego dziennikarza, w której to, w niewyszukanej pozie obłapia się ze swoją partnerką. W dole zdjęcia, podpis: „lubimy to robić w kuchni”. Cóż, róbcie sobie „to” gdzie chcecie, po co zaraz dzielić się tym z czytelnikami? Dziennikarz po takim ekscesie traci wiarygodność. Widząc go później, relacjonującego sytuację, na przykład w Afganistanie, niczym neon wyświetla się nam zdanie: ”lubimy to robić w kuchni”.
„Lansowanie” wkradło się i na salony polityczne. Chociaż, czy w obecnej sytuacji stosownie jest używać takiego określenia? Są to raczej piwniczne zakamarki lub portowe zaułki polityki. Politycy w niewyszukany sposób, korzystając z wolności słowa, opluwają się wzajemnie. Że się jeszcze nie wzięli za „łby”, to naprawdę zaskakujące. Odnosi się wrażenie, że doszli do wniosku, im bardziej „odważne” i bez kultury zachowanie, tym lepsze osiągnie się wyniki w lansowaniu swojej osoby i ugrupowania, którego jest się przedstawicielem. W zachowaniach naszych polityków mamy różne odmiany „lansowania”. PiS stawia na teorie spiskowe, rodem z książek sensacyjnych. Barwny poseł PO- Palikot, mówi o rzeczach sensownych, ale przy tym posługuje się taką ilością wulgaryzmu, że zapomina się o czym tak naprawdę mówi?
Inną taktykę lansowania obrało SLD. Sławne „bliźniaczki Napieralskiego” robią medialną furorę. Panie, które śpiewały o przewodniczącym piosenkę, obecnie można zobaczyć jak eksponują w piśmie dla panów swoje wdzięki. Przedstawiciele ugrupowania, zapytani, co o tym myślą, odpowiadają, że młodość ma swoje prawa. Uhm…można i tak. Czy jest na taki stan rzeczy jakaś rada? Co do dziennikarzy, nie wiem. Co do klasy politycznej…rozwiązaniem jest wprowadzenie prawa do posiadania broni wśród parlamentarzystów. To prawo, szybko by oczyściło i to w sensie dosłownym atmosferę.

Wydania: