Opowiadanie - Żart Anatola (1)

Autor: 
Katarzyna Redmerska

- Jak on mógł! Co za tupet cholera jasna!- Alicja chodziła po pokoju tam i z powrotem. - Chciał mnie wyprowadzić z równowagi ot co. Tylko takie widzę wytłumaczenie.
Starsza kobieta siedząca w fotelu, przyglądała się jej nie kryjąc rozbawienia.
- Ciebie to bawi Konstancjo?- zapytała, nie przestając nerwowo chodzić po pokoju.
- Przede wszystkim, to proszę cię usiądź wreszcie. Dostaję choroby morskiej, gdy na ciebie patrzę - zaśmiała się. - Co do obecności Wojtka na pogrzebie Anatola. Zapewne znowu stwierdzisz, że go bronię. Uważam jednak, że miał prawo przyjść. Znał go tyle lat.
Alicja wreszcie usiadła, naprzeciw ciotki.
- Zadziwiasz mnie.
- Cieszę się skarbie, że wzbudzam
w tobie uczucia - odpowiedziała rozbawiona.
Ala musiała się wreszcie roześmiać.
- Straszna ze mnie jędza?
Konstancja pokiwała twierdząco głową.
- Ale i tak mnie kochasz, prawda?
- Oczywiście. Jak możesz pytać. Wracając do twojego byłego męża…
- Nie ma do czego wracać- przerwała jej.
- Nie możesz mu tego zapomnieć, co? Nie uważasz, że w tym, iż odszedł jest sporo twojej winy? Dlaczego mu nie wyjaśniłaś, że jest w błędzie?
- Nie miałam mu co wyjaśniać.- Wstała i podeszła do okna. Nie chciała by ciotka zauważyła, że wspomnienie rozstania z Wojtkiem tak ją boli.- Jeżeli tak szybko we mnie zwątpił, znaczy, że tak naprawdę nigdy mnie nie kochał. Nie wracajmy już do tego. Minęły dwa lata. Pogodziłam się już tym.
- W takim razie kochanie, dlaczego tak zareagowałaś na jego widok?
Odwróciła się do niej.
- Jeszcze pytasz?- energicznie potrząsnęła głową, a jej brązowe włosy opadły kaskadą na ramiona. – Rozwodząc się ze mną, powiedział jasno, że nie chce mieć z nami nic wspólnego, po tym jak go niby oszukaliśmy. W takim razie, po co przyjechał na pogrzeb wroga?
- Może czuł się w obowiązku?
- Kończmy tę rozmowę.
***
Przy kolacji poruszyły temat testamentu.
- O, której masz jutro spotkanie u adwokata?
- O czternastej. Trochę się denerwuję.
- Dlaczego? To tylko pro forma. Udziały w firmie przekazał ci Anatol już kilka lat temu. Zdecydowałaś już co zrobisz z „Anatolówką”?
- Tak. Zatrzymam ją. Wiem jak stryj kochał ten dom. Ze stryjenką spędzili w nim cudowne lata. Podobają mi się Piszkowice. To taka malownicza wieś. Może podobnie jak stryjostwo, na emeryturze tam się przeprowadzę? Z Wrocławia, to przecież niedaleko.
- Sama?
- O co ci chodzi?
- Kochanie masz 35 lat. Musisz ułożyć sobie życie na nowo.
-I ty to mówisz, stara panno?
Konstancja zaśmiała się na te słowa. – Dobrze mi, za dużo gadam.
Ala podbiegła i przytuliła się do niej.- Wybacz mi, naprawdę nie chciałam cię urazić.
- Już dobrze dziecko. - Pogłaskała ją po głowie.
***
Gdy weszła do kancelarii, zaskoczył ją widok byłego męża. Teraz już była pewna, że złe przeczucia jakie miała, nie myliły jej.
- Co ty tu robisz do cholery?- syknęła cicho, gdy do niej podszedł.
- Dziękuję za miłe powitanie. Widzę, że nic się nie zmieniłaś.
- A czego oczekujesz? Wylewności? Daruj sobie. Pytam poważnie, co tu robisz?
- Zostałem powiadomiony, że mam się stawić, więc jestem. Sam nie wiem o co chodzi.
Chciała jeszcze o coś zapytać, ale właśnie wszedł adwokat i zaprosił ich do gabinetu. c.d.n

Wydania: