Zielone światło

Autor: 
Paweł Błachowicz

Brzydki, deszczowy dzień, jeden z tych, których chyba nikt nie lubi. Pada, jakby było oberwanie chmury. Dwie grupy ludzi stoją naprzeciw siebie na przejściu dla pieszych. Wszyscy czekają na zielone światło, które pozwoli iść dalej. Każda sekunda wydaje się wiecznością.
W tym „spotkaniu”, z pozoru tak zwyczajnym, jednym z tysięcy podobnych, jest coś wyjątkowego, coś innego. Po jednej ze stron czeka niepełnosprawny chłopak na wózku. Normalnie większość uczestników tego epizodu patrzyłaby na światła lub nie wiadomo gdzie. Tym razem jest inaczej. Spojrzenia z obu krawężników ukradkowo lub całkiem śmiało skanują właściciela wózka.
Zapala się na zielono sylwetka maszerującego człowieczka. Tłum rusza, ludzie wymijają się, wchodząc w kałuże
i potrącając wzajemnie. I tu można by zakończyć tę krótką historię, gdyby nie jedno pytanie: co myślał ten niepełnosprawny chłopak?
Jeśli był pesymistą, to pomyślał: „moja niepełnosprawność odbiera mi anonimowość”, a jeśli optymistą: „moja niepełnosprawność czyni mnie wyjątkowym”.
Pesymista: „przemokłem do szpiku kości”, a optymista: „tylko ja mam tu sucho w butach”.
Pesymista: „muszę przedzierać się przez ten tłum”, optymista: „znów mogę być wśród ludzi”.
Pesymista: „muszę w okropną pogodę robić zakupy”, optymista: „wciąż jestem samodzielny”.
Na takie dwa sposoby można żyć. Przeklinać godzinę swoich narodzin lub chwytać każdą minutę życia jak bezcenny dar. Dostrzeganie pozytywów w trudnych chwilach to wielka sztuka, której należy uczyć się dla własnego dobra. Nieważne, czy mamy cztery koła, czy białą laskę czy jesteśmy zdrowi. Ważne czy i jak akceptujemy siebie. Tajemnica szczęścia tkwi w nas samych.
Pesymistycznie - autor z rozdwojeniem jaźni
Optymistycznie - autor o szerokim spojrzeniu

Wydania: