Singiel. Para

Autor: 
Katarzyna Redmerska

Obecny sposób życia nie służy łączeniu się w pary. „Wyścigi szczurów”, ciągła bieganina i pięcie się po szczeblach kariery, wytworzyły nowy typ komórki społecznej tzw.: singli. Single to ludzie, którzy dobrowolnie i w sposób przemyślany, wybrali samotność. Z życia we dwoje zapożyczyli tylko „uciechy konsumpcyjne”. Korzystają z tych „uciech” jak baru szybkiej obsługi, czy wypadu do kina, czyli bez zobowiązań. Praca i spotykanie się
z przyjaciółmi im wystarczają. Na stałe wolą jednak życie w pojedynkę. Mieszkanko tylko dla siebie i martwienie się tylko o siebie. Czy taki sposób na egzystencję jest dobry? Zapewne, gdy jest się młodym to tak. Im lat przybywa, tym bardziej samotność zaczyna doskwierać, a wtedy? Cześć singli, decyduje się jednak założyć rodzinę. Inna grupa, przeżywa swe życie solo i jest z tego naprawdę zadowolona. Istnieje jednak i taka grupa, nazwijmy ją „desperatów”, która wraz z rozpoczęciem nadgryzania przez „ząb czasu” wpada w amok szukania drugiej połowy.
W chwili nadejścia „nadgryzania”, singiel ”desperat” rozpoczyna polowanie. Zapisuje się na wyjazdy wypoczynkowe dla samotnych. Zaczyna uczęszczać na dancingi dla szukających pary. Chodzi na organizowane tzw. „błyskawiczne randki”. Staje się członkiem „Klubu Samotnych”. Codzienną prasówkę rozpoczyna od czytania stron matrymonialnych. Singiel „desperat” zaślepiony jest jednym celem, znalezieniem drugiej połowy. W swoich poszukiwaniach staje się nieobliczalny, gdy zda sobie sprawę, że znalezienie partnera nie jest naprawdę łatwe. Kolejne spotkania z ewentualną połową nie przynoszą efektów, a czas leci i ząb czasu „nadgryza”, co nie ułatwia bynajmniej poszukiwań. Zaczyna się etap, w którym singiel „desperat” chwyta się wszelkich możliwych sposobów, by wreszcie tę upragnioną połówkę dorwać i to dosłownie. Niczym wygłodniały zwierz, na dancingach dla samotnych, obłędnym wzrokiem przelatuje po wszystkich możliwych kandydatkach lub kandydatach i rzuca się w ich kierunku. Jak się można domyślić, efekt jest odwrotny i zamiast skusić ewentualnego kandydata, odstrasza go.
Szanowni Czytelnicy pewnie zastanawiają się, po co singiel „desperat” pomimo niepowodzeń nadal stara się szukać pary? Odpowiedź jest bardzo prosta. Przyczyna tkwi w zębie czasu i jego „nadgryzaniu”.
Otóż, zdał sobie sprawę, że młodość przeminęła, wszyscy wokoło się ustatkowali, tylko on niczym wolny ptaszek, siada to „tu”, to „tam”. Zauważył, że nadszedł czas, gdy wstając rano strzyknie mu „to” i „owo”, siły już nie te. I co wtedy? Przydałaby się druga osoba, co poda herbatkę, ugotuje obiad, nakryje pledem, czy przyniesie kapcie.
Tak, powiało pesymizmem. Czy jednak nie jest prawdą, że przychodzi taki czas, gdy obecność drugiej osoby jest nam niezbędna?
Człowiek, to takie zwierzę, które nie może żyć w pojedynkę i tu wcale nie chodzi tylko o …przysłowiowe podanie herbaty.

Wydania: