Wywiad z alkoholikiem
Nigdy nie chciałem od nikogo pomocy. „Nikt przecież nie zrozumie moich problemów z alkoholem”. Z początku alkohol mi pomagał: był lekiem na: stres, zmęczenie, bóle, nudę, brak miłości, bliskości, niskie poczucie wartości. Po kolejnych zapiciach słyszałem „potrzebujesz pomocy”. Jak to ja?! „Sam sobie poradzę.... będę pił kontrolowanie”. Po niedługim czasie przekonałem się, bardzo dotkliwie, że picie kontrolowane to bajka wymyślona przez uzależnionych, którzy wiedzą, że już im alkohol szkodzi, ale jeszcze nie chcą zupełnie zaprzestać pić.
Po kolejnych zapiciach alkohol znokautował mnie, poczułem wobec niego zupełną bezsilność. Poprosiłem o pomoc. W przychodni dostałem informację kiedy i gdzie spotykają się Anonimowi Alkoholicy. Z wielką tremą, ogromnym wstydem ale i z nutką nadziei poszedłem na miting. Usłyszałem jak ludzie mówią o sobie „alkoholicy”. Kiedy powiedziałem, że jestem pierwszy raz, rozległy się brawa. Oznaczały one, że przyszedłem po pomoc do właściwych ludzi, a oni mnie przyjęli. Minęło kilka mitingów i ja odważyłem się powiedzieć coś o sobie. Było to niepowtarzalne uczucie kiedy mogłem powiedzieć o tym, jak piłem nie będąc przy tym krytykowany lecz zrozumiany. Ponadto słuchając innych, uświadomiłem sobie, że przecież oni przeszli przez piekło, a dziś nie piją 5-8 i więcej lat. Jak to możliwe? Czy ja też będę mógł tego dokonać? Mogę, ale tylko wtedy, gdy będę tego bardzo chciał. Gdy pogodzę się z tym, że swoją walkę z alkoholem raz na zawsze przegrałem. Wiem, że jestem i do końca życia będę alkoholikiem. Nikt i nic tego faktu nie zmieni. Aby utrzymać abstynencję oraz zdrowieć potrzebuję regularnych spotkań z AA. Mam świadomość, że nie pijąc, jedynie powstrzymuję tę chorobę. Alkoholizm to choroba śmiertelna. Można: przedawkować (zapić się), zamarznąć, na urwanym filmie wpaść pod samochód lub w przypływie myśli depresyjnych walnąć samobója. Można też „umierać na raty”, stopniowo degradując się do statutu bezdomnego kloszarda. Mam więc szczęście, ze zachowuję abstynencję przerabiając program AA - zaliczam się do wybrańców losu. Na 100 alkoholików 10. zdrowieje, reszta umiera. Pijąc - straciłem wiele, przestając - zyskałem to, co zawsze uważałem za ważne: wewnętrzny spokój, pogodę ducha, dobre relacje z ludźmi, prawdziwych przyjaciół (niepijących).