Czy powstanie nowa partia?
Media głównego ścieku przemilczały, jak zwykle, gdy jest to niezgodne bądź kłopotliwe dla panującego sanhedrynu, że 11 czerwca miała miejsce I Konferencja Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców. Jego misją jest uwolnienie zawodu lekarzy i naukowców od zniewolenia i przywrócenie wolności zawodowej i naukowej, propagowanie profilaktyki i leczenia zgodnego z wyborem lekarza i pacjenta. Choć brzmią rewolucyjnie, cele nie są nowe, a wręcz przeciwnie.
Warto tu zwrócić uwagę na Grupę C-19, złożoną z ludzi nauki, nie tylko medycyny, ale też innych specjalizacji, również, a nawet bardziej krytycznie nastawioną do obecnej polityki zdrowotnej rządu. Wśród nich warto wymienić takie nazwiska profesorów i doktorów jak M. Piotrowski, Z. Hałat, P. Rutkowski i Z. Mortyka, ale też działaczy jak Justyna Socha.
Wiele wskazuje, że tak, a chodzi o wspomnianą wyżej Grupę C-19, zrzeszającą przeciwników szczepień. To ważna zaleta, gdyż w tym przypadku wszystkich szczepionkowych sceptyków więcej łączy niż dzieli, w odróżnieniu np. od partii kierowców, których, poza tym, że są kierowcami, więcej dzieli niż łączy.
To ważne inicjatywy w sytuacji, gdy wolny zawód, jakim z założenia jest zawód lekarza, stał się zakładnikiem państwowego „mecenatu” z jednej, a przemysłu farmaceutycznego i szczepionkowego z drugiej strony. Zwłaszcza, że stoimy w obliczu „czwartej fali”, bo taka jest obowiązująca hagada.
Prawdopodobnie, bo tego jeszcze nie wiemy, jako że na konferencji prasowej tak min. Niedzielski, jak premier Morawiecki, poskąpili szczegółów, ma to nastąpić w drugiej połowie sierpnia pod kryptonimem „delta”. Alfabet grecki ma wiele liter od alfy poczynając, na omedze kończąc, fal więc nie zabraknie, aż założony cel zostanie osiągnięty. Jaki cel i przez kogo wyznaczony, tego rzecz jasna nie wiemy, możemy się co najwyżej domyślać, iż rząd nasz jest wykonawcą rozkazów – jak określają to „płaskoziemcy” – deep state.
To oczywista oczywistość, bo w okresie jesienno-zimowym spada odporność i trzeba ją wzmacniać, o czym „luminarze”, jak Horban, Simon, etc. nie mówią.
Ciekawe jest natomiast to, że IV fala nadejdzie, mimo iż niemal połowa społeczeństwa jest zaszczepiona, czyli, albo szczepionki nie działają, albo są wręcz szkodliwe.
Przypadek Justyny Sochy
Znana działaczka Justyna Socha postanowiła wejść na festiwal w Goniądzu pn. Rock na Bagnie. Rzecz w tym, że organizator uległ presji rządu i postanowił wpuścić osoby tylko zaszczepione. Socha, jak wiadomo, zaszczepiona nie jest, toteż nie sprzedano jej biletu. Postanowiła więc wtargnąć tam używając siły, co skończyło się zatrzymaniem w areszcie, z którego wyszła na drugi dzień po interwencji adwokata.
Najpierw postawiono jej zarzut celowego narażenie na zdrowie i życie uczestników koncertu, ale ponieważ była zdrowa, a uczestnicy zaszczepieni, zarzut wydał się nieco śmieszny, więc go oddalono, w zamian postawiono inny: bezprawne wtargnięcie. Sprawa jest rozwojowa, ale kilka kwestii jest ciekawych:
1. Z jednej strony, organizator imprezy może, jak każdy inny podmiot prawny, zawrzeć umowę sprzedaży biletu z kim chce;
2. Z drugiej jednak, jest to dyskryminacja, wbrew zapisom Konstytucji RP;
3. Działania rządu, polegające na presji wywieranej na organizatorów imprez zbiorowych, aby inaczej traktowali zaszczepionych, a inaczej pozostałych, jest bezprawne;
4. J. Socha, którą trudno podejrzewać o chęć słuchania kapel rockowych i bzyczenia komarów, prawdopodobnie chciała przeprowadzić rodzaj happeningu, wskazującego na absurdalność wymienionych w pkt. 1-3 działań, jednak propagandowo może stać się obiektem stygmatyzacji jako rozrabiara przez media głównego ścieku. A taka łatka nie jest jej potrzebna, a wręcz szkodliwa, nie tylko dla niej ale dla ludzi i organizacji z nią związanych.
Powrót odgrzewanego kotleta
Tak można określić powrót Donalda Tuska z zagranicznych wojaży. W tym miejscu młodszym trzeba wyjaśnić, iż w czasach tzw. komuny, polscy artyści także wracali z zagranicznych wojaży, zwłaszcza z USA, w pełni chwały, po czym okazywało się, że (z wyjątkiem może Violetty Villas), iż były to sukcesy iluzoryczne, bowiem wszystko zaczynało się i kończyło w polonijnych restauracjach, stąd powiedzenie: gra do kotleta. Skojarzenie tych zdarzeń wcale nie musi być przypadkowe, bowiem sukcesy „Donka” były niemal tym samym, a powrót dokonał się na czyjeś żądanie. Nie chodzi raczej o wybory, bo te według kalendarza dopiero za 2 lata, więc o co? Moim zdaniem o przeorientowanie polskiej polityki ze ślepych torów bezwzględnego popierania USA za bezdurno przez ekipę PiS, na tory proniemieckie, także ślepe i też za bezdurno. W praktyce oznaczać to może „aksamitną” zmianę u steru, co łatwo sobie wyobrazić, gdy flirt PiS-u z lewicą zamieni się w sojusz Sojuszu (LD) z PO (KO) wraz z zawsze zdolnym do koalicji PSL-em.
Dla nas, tzn. dla obywateli, nie znaczy to nic dobrego, albowiem zmianę tę łatwo skojarzyć ze zbliżającą się IV falą i związanym z nią mniej lub bardziej, krachem gospodarczym. Dlatego na tym tle tak złowróżbnie brzmią słowa K. Schwaba (tego od Światowego Forum Gospodarczego), twórcy pojęcia Wielkiego Resetu: nie będziecie nic mieć, ale za to będziecie szczęśliwi.
Zanim nadejdzie lambda
Trzeba wrócić do rzeczywistości, a w tej medycznej wcale nie zbrodniczy koronawirus zajmuje pierwsze miejsce, a wiele innych schorzeń, jak np. borelioza. No, ale też dlaczego miałaby zajmować, skoro nie stoi za nią ogromne lobby, bo to choroba trudna do zdiagnozowania, a więc słabo wykrywalna i taka do leczenia. Bo też kleszcze, owszem, wybijają się medialnie na pierwsze miejsce jako roznosiciele, ale to nie cala prawda. Bakterię mogą przenosić inne owady, np. komary, ale też drogą wymiany płynów ustrojowych – mówiąc oględnie.
Borelioza może powodować różne objawy, w tym covidowe, ale nie bada się tego pod tym kątem. Można łatwo przypisać ją do innych chorób, np. ESM (stwardnienie rozsiane). Co gorsza, nie ma rejestru zachorowań i nie prowadzi się testów, jak w przypadku covida, a te, które są dają ograniczoną wartość diagnostyczną, bo wynik ujemny nie oznacza braku zakażenia. Jeszcze gorzej wygląda leczenie boreliozy i nie chodzi tylko o to, że antybiotyk przepisuje się tylko na 30 dni, choć wiadomo, że u różnych osób może jego skutek być różny i po miesiącu pacjent nadal może być, i przeważnie jest, chory, ale o jakość. Jak na razie, najskuteczniejsza jest azytromecyna – antybiotyk IV generacji, ale nie jest przepisywany. Statystycznie zachorowania na boreliozę rocznie wynoszą ok. 20 tys., ale to przypadki wykryte. Nie wykrytych może być kilkakrotnie więcej. Podobnie jak przypadków powikłań, a nawet śmierci.
Z tego powodu trudno porównać jej zagrożenie z zagrożeniem jakie niesie covid. A byłoby to ciekawsze niż mecze rozgrywane na przenoszonym o rok Euro 2020.
Warto o tym pamiętać, bo mamy okres letni, a lato – wiadomo – ma swoje uroki ale i zagrożenia.