Czy sklep przy domu jest potrzebny? Rozmowa z prezesem "Społem" w Kłodzku, Stefanem Klimaszko
- Proszę przedstawić firmę pod nazwą Powszechna Spółdzielnia Spożywców...
- PSS „SPOŁEM” Pionier działa w Kłodzku od października 1945 roku.
A więc, jest to spory kawał czasu. Nasza spółdzielnia należy do ogólnopolskiej sieci pod wspólnym szyldem „SPOŁEM”. Różni nas jednak od innych ogólnopolskich sieci to, że każda spółdzielnia jest podmiotem samodzielnym gospodarczo. To dobrze, a jednocześnie nie – nie da się zarządzać „SPOŁEM” ogólnopolskim jak firmą prywatną. Nie ma centralizacji, co powoduje, że sporo tracimy np. w kwestii negocjacji cen z dostawcami. A trzeba zaznaczyć, że w Polsce zrzeszonych w Krajowym Związku Rewizyjnym jest ok. 300 spółdzielni (a są i te nie zrzeszone).Warto tu powiedzieć, że „SPOŁEM” w Polsce wciąż ma największą powierzchnię handlową.
- To ogromna moc. A jak to wygląda w Kłodzku?
- My mamy 1150 m2 powierzchni handlowej sprzedażnej + oczywiście powierzchnia magazynowa w 8. sklepach na terenie m. Kłodzka. Bolejemy nad tym, że nie jest to jeden pawilon z parkingiem, bo wówczas moglibyśmy być partnerem do rzeczywistej konkurencji w sklepach wielkopowierzchniowych.
- Ale przecież istnieją sieci: choćby „Żabka”, "Eko" „Lewiatan”, „ABC”...
- To są potężne, prywatne sieci – zarządzane centralnie (autokratyczne) – z dużym, bardzo dużym kapitałem w zasadzie zagranicznym. Trudno ich „przebić”.
- Wracajmy zatem do naszego PSS SPOŁEM Kłodzko.
- Powiedziałbym tak. Do naszych sklepów przychodzą, a nie przyjeżdżają klienci. Ot, rano „wyskakują” po dobre pieczywo i mleko, a z tego typu zakupów trudno utrzymać sklep.
- Czy Wasze sklepy mają przyszłość?
- Ludzie wracają do tradycji. Miło jest wejść do „swojego” sklepu, zrobić zakupy u „swojej” zaprzyjaźnionej sklepowej. Nie tylko cena gra rolę. Myślę, że po fascynacji wielkopowierzchniowymi sklepami, które oferują najróżniejszy towar nie zawsze dobrej jakości, przyjdzie czas na małe sklepy, a przynajmniej na wyrównanie zakupów. A małe sklepy oferują towar dla indywidualnych klientów. Dla pani Basi, dla pana Tomka... O tym, że może tak być, że małe sklepy wracają „do łask” świadczy fakt wchodzenia już i dużych sieci z małymi sklepami na osiedla.
- Czy grozi Wam „zwinięcie interesu”?
- Myślę, że nie. Choć nie wszystko zależy tylko od nas. My ze swojej strony staramy się zadowolić naszych klientów...
- ... A klienci powinni docenić to, że rano czy wieczorem mają „pod ręką” sklep...
- Tak bym chciał, żeby był obustronny szacunek i poważanie.
- PSS „SPOŁEM” w Kłodzku to nie tylko handel...
- Oczywiście, że tak. Przecież mamy piekarnię znaną z doskonałych, tradycyjnych wypieków. Posiadamy jeszcze wiele nieruchomości. Upadek raczej nam nie grozi.
- Ale doszło do likwidacji sklepu rybnego „Rekin” przy ul. Daszyńskiego. Były protesty...
- Rozumiemy, że szereg klientów straciło swoje miejsce zakupów, ale my nie możemy dokładać do działalności, która przynosi straty. Po prostu obroty w tym sklepie od długiego czasu był za małe. A to już nie nasza wina. My zabezpieczaliśmy towar w najlepszym gatunku i profesjonalną obsługę. Zabrakło dostatecznej ilości klientów...
- Czy to już koniec z likwidacją sklepów?
- Jeszcze nad jednym wisi widmo likwidacji, reszta jest w dobrej kondycji.
- Czy można zapytać, który to sklep?
... cisza.... wreszcie Prezes odpowiada:
- Powiem, żeby nie było jak ze sklepem rybnym. To sklep przy ul. B. Getta. Obroty w tym sklepie ratuje jedynie młodzież z pobliskiej szkoły. Jeśli mogę, to zachęcam okolicznych mieszkańców do zakupów w tym sklepie, aby go utrzymać”.
- Trochę gorzko, trochę nadziei, trochę pozytywów. Co chciałby Pan powiedzieć na zakończenie dzisiejszej rozmowy?
- Mam sporo jeszcze do powiedzenia, ale tym razem pod adresem rządzących: proszę sobie wyobrazić ekspedientkę pracującą do 67. roku życia... Praca ekspedientki, to praca „wciąż na nogach”, to setki kilogramów przestawianych towarów, to wreszcie uwaga przy pieniądzach. To także odpowiedzialność materialna, a nagminne stają się drobne kradzieże... To choroba zawodowa (żylaki). O tej grupie zawodowej prawie nic się nie mówi. A to potężna grupa, choć nie tak doskonale zorganizowana jak pielęgniarki czy górnicy.... jak rządzący wyobrażają sobie pracę do 67. roku tych kobiet?