Kosztowne dotacje
W najbliższych latach mają zakończyć się programy unijnych dotacji, które – jak nas przekonywano - naszemu krajowi miały przynieść dobrobyt i pomyślność. Jak wiadomo, ani jednego ani drugiego jakoś osiągnąć nie możemy, choć faktycznie, pomocowe programy skończą się wraz z rokiem 2013. Wszystko wskazuje na to, że pod względem infrastrukturalnym pozostaniemy z przysłowiową ręką w nocniku. Budowa autostrad, która jest tu dobrą ilustracją, skończy się już w przyszłym roku wraz z UERO 2012, rzecz jasna nieformalnie, bo przecież, jak wiemy, Polska jest w budowie, tyle że budowy u nas trwają wyjątkowo długo, niekiedy zaś tak długo, że po ich zakończeniu trzeba rozpocząć remont kapitalny.
Co zatem nam pozostanie? Długi do spłacenia. Tak się bowiem składa, że do unijnych dotacji dopłacamy – twierdzi na łamach „Najwyższego Czasu” Tomasz Cukiernik. Tylko w tym roku Polska dołoży do dotacji unijnych 45,5 mld zł.
W 2011 r. Polska otrzyma z UE 72,3 mld zł, z czego 68,6 mld zł pochodzi ze środków europejskich, w tym Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy (154 mln zł), a także szereg tzw. projektów pomocy technicznej, na obsługę administracyjną i „naukę” korzystania z dotacji - 3,7 mld zł oraz z projektów wspólnych UE, takich jak Program Kultura 2007-2013, Program Młodzi w Działaniu 2007-2013, Sokrates, Erasmus, Leonardo da Vinci, V i VI Program Ramowy, Media Plus, mające jednak niewielkie znaczenie: w pierwszym półroczu br. uzyskaliśmy z tego tytułu ok. 17,55 mln euro.
Z drugiej strony całkowity koszt członkostwa UE 2011 roku wyniesie nas łącznie 117,8 mld zł, co oznacza, że tylko w tym roku Polska dołoży do interesu aż 45,5 mld zł.
Autor prezentuje szeroką analizę wzajemnych stosunków finansowych w latach 2007-2013, prezentacja której wykracza poza ramy tego tekstów. Osoby zainteresowane z pewnością dotrą do tekstu Cukiernika. Nas bardziej interesują przyczyny niekorzystnego dla nas tego bilansu, które nie są specjalnie zaskakujące. Przyjrzyjmy się im bliżej.
Najważniejsza to potężne są koszty biurokratyczne związane z wdrażaniem dotacji unijnych: instytucji, zajmujących się przydzielaniem dotacji oraz biurokracji, tworzonej przez beneficjentów, takich jak: instytucje zarządzające, pośredniczące , sekretariaty techniczne, koordynatorzy krajowi, krajowe punkty kontaktowe, audytorzy, certyfikatorzy, pośrednicy w certyfikacji, itd., itp. Na koniec 2010 roku, zatrudnienie w systemie realizacji NSRO 2007-2013 wyniosło 11.527 osób i stale rośnie, zaś 90% wynagrodzenia finansowane jest z tzw. pomocy technicznej, A to nie wszystko. Do tego doliczyć trzeba tzw. koszty, jak biurko, komputer, internet, telefon, czynsz, energia, delegacje, itp.
Tylko samo Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, utworzone do zajmowania się unijnymi dotacjami, na koniec 2010 roku zatrudniało 1038 pracowników, podczas gdy jeszcze w 2006 roku było ich 550.
Przenosi się to również w tzw. teren, do urzędów wojewódzkich (384 osoby), marszałkowskich (3754 osoby i 134 osoby, które zajmowały się jeszcze dotacjami z lat 2004-2006!), urzędów pracy (1769 osób) i wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej (377 osób).
W 2010 roku średnia pensja pracownika instytucji zajmującej się dotacjami wyniosła 4520 zł brutto, przewyższając przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej o 40 % ! A są jeszcze urzędnicy zajmujący się dotacjami rolnymi np. w Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa, gdzie od 2004 roku zatrudnienie wzrosło z 7074 do 11.358 osób, czyli aż o 60,5 %.
Drugą grupę kosztów biurokratycznych tworzą beneficjanci dotacji unijnych, zatrudniający pracowników tylko do przygotowywania wniosków o dotacje. Małe organizacje pozarządowe, których nie stać na zatrudnienie dodatkowych pracowników, zlecają pisanie wniosków o dotacje firmom zewnętrznym. W około połowie przypadków są to pieniądze zmarnowane, gdyż średnio co drugi wniosek zostaje zatwierdzony.
Należy dodać, że w większości przypadków pieniądze na współfinansowanie projektów unijnych pochodzą z kredytów lub obligacji, co oznacza ich oprocentowanie w wysokości 10 % , a obligacji i kredytów państwa na 5 % w skali rocznej. Ale i to jeszcze nie wszystko. Wg raportu brytyjskiego „OpenEurope” z 2009, koszt dostosowania przez Polskę regulacji prawnych do unijnych wynosi ponad 4,8 mln euro rocznie, a w roku 2011 trzeba doliczyć 430 mln zł wydanych na przewodnictwo Polski w Radzie Unii Europejskiej. Nie mniej ważne jest też to, jaki efekt przynoszą dotacje. Pół biedy, gdy chodzi o projekty infrastrukturalne, tu coś przynajmniej z tego pozostaje. Za to zupełnie niewymierne są tzw. projekty społeczne polegające głównie na szkoleniach.
Jaki z tego płynie wniosek na zakończenie? Taki oto, że jesteśmy bogatym krajem, skoro stać nas na takie ekstrawagancje.