Echa pobytu p. Magdy G. w Bystrzycy Kłodzkiej
Po ukazaniu się artykułu p. Magdy Gessler w tygodniku „Wprost” (z dnia 30.01.br.) mieszkańcy Bystrzycy Kłodzkiej przez kilka dni mieli o czym rozmawiać.
Rzeczywiście, w artykule została ukazana cała mizerota naszej miejscowości i choć z bólem serca, ale muszę przyznać, że prawdziwie. Nieraz zdarzało mi się zamienić kilka słów z turystami błądzącymi po uliczkach naszego miasta, którzy narzekali, że nie ma ani jednej przytulnej kawiarenki, w której można by wypić dobrze zaparzoną kawę, czy herbatę, nie ma też w obrębie starej części miasta eleganckiej restauracji, natomiast uderza w oczy wszędobylski brud.
Z drugiej jednakże strony wiemy, że działają prawa wolnego rynku i trudno jest utrzymać elegancki lokal, gdy nie ma on, na co dzień, klienteli. Nawet małe urocze sklepiki z pamiątkami, butiki i im podobne, które mogą być atrakcją małych zabytkowych miasteczek, upadają jeden po drugim, bo jakże sprostać konkurencji dużych sklepów – molochów?
To prawda, ze nasza Bystrzyca jest piękna i że ją kochamy, ale to wszystko nie zmienia faktu, że jest źle i że nie ma czym przyciągnąć ludzi. Chyba jednak najważniejsze są miejsca pracy i zasobne kieszenie.
Może powinniśmy się uczyć od naszych sąsiadów Czechów jak oni to robią, że u nich jest czysto, rynek jest „cudownie malowniczy” a restauracja „niecodzienna” jak napisała p. Gessler. Jak to robią, że w każdej miejscowości są małe szkółki, stacje kolejowe, pociągi jeżdżą bez zakłóceń, a nasi mieszkańcy przygranicznych miejscowości znajdują tam pracę i to nieźle płatną.
Może warto by było wybrać się do sąsiadów na korepetycje?