Zdobycie 7-tysięcznika typu PIK LENINA. Kłodzczanin na szczycie siedmiotysięcznika!

01k1.jpg
03k2.jpg
02k6.jpg
04k3.jpg
05k4.jpg
07k7.jpg
06KUBA6.jpg

Ogromny sukces pochodzącego z Kłodzka, a obecnie mieszkającego w irlandzkim Limerick, Jakuba Cielocha – 17 lipca 2026 zdobył on Pik Lenina (Szczyt Avicenny), o wysokości 7134 m n.p.m. Znajdujący się na granicy Kirgistanu i Tadżykistanu jest drugim co do wielkości szczytem Pamiru.
W wyprawie uczestniczyło sześć osób, w tym jedna kobieta – przyjaciółka Kuby, Vicky (wielkie brawa!). W drodze na szczyt aklimatyzowali się i odpoczywali w trzech obozach, dzięki czemu mogli przystosować się do pobytu na ekstremalnych wysokościach. Pogoda sprzyjała, jednak 17 lipca w szczytowych partiach Pamiru od rana wiał niezwykle silny i porywisty wiatr – mimo doskonałego przygotowania całej ekipy, Kuba jako jedyny zdecydował się zaatakować szczyt. Jak sam mówi, miał ze sobą tylko jeden posiłek liofilizowany, kisiel i dwa żele energetyczne. Przezornie zabrał ze sobą małą kuchenkę gazową, na której topił śnieg, by nie zabrakło mu wody. Jego determinacja, siła i doświadczenie pozwoliły mu osiągnąć cel. Atak szczytowy trwał 20 godzin, Kuba bardzo zmęczony, ale niezwykle szczęśliwy wrócił do namiotu o 22:30.
W czasie urlopów spędzanych w Polsce, Kuba zdobywa Koronę Gór Polski. Mimo młodego wieku, 31-latek zdobył wcześniej wszystkie ważniejsze szczyty Irlandii, a z tych naprawdę wysokich Kilimandżaro (najwyższy szczyt Afryki) i Aconcague (najwyższy szczyt Ameryki Południowej). Co ciekawe, Jakub, podobnie jak jego ojciec, od lat pasjonuje się także nurkowaniem, zdobywa więc zarówno szczyty, jak i eksploruje podwodny świat.
Czy to najwyższy szczyt, zdobyty przez jakiegokolwiek Kłodzczanina? Wszystko wskazuje na to, że jest to jedno z największych, a być może dosłownie, najwyższych himalaistycznych osiągnięć w historii mieszkańców naszego miasta.
Ambitny Kłodzczanin nie poprzestaje na zdobytym ostatnio szczycie i już planuje wyprawę „na jakiś ośmiotysięcznik”, o czym na pewno poinformujemy. Jeszcze raz gratulujemy i trzymamy kciuki za powodzenie kolejnych wypraw.
Bartłomiej Terlecki, foto. Kuba Cieloch