Felieton Jana Pokrywki – styczeń 2026 r.
Wojna dr. Lanki
Na początku lat 90. niemiecki biol og dr Stefan Lanka zakwestionował teorię, że wirusy są przyczyną chorób zakaźnych, takich jak zapalenie wątroby, AIDS, grypa, polio, opryszczka, czy odra.
Uznał wirusy jako istotne składniki prostych form życia, które nie występują u ludzi, zwierząt czy roślin. Wskazał, że wirusy wywołujące „infekcje wirusowe” są w rzeczywistości zwykłymi cząsteczkami komórkowymi, które zostały błędnie zinterpretowane. Jego zdaniem wirusy nie mają destrukcyjnego wpływu na gospodarza, jak powszechnie się uważa.
24 listopada 2011 roku dr Lanka zamieścił na swojej stronie internetowej ogłoszenie, że ufunduje nagrodę w wysokości 100 000 euro temu, kto udowodni istnienie wirusa odry.
W styczniu 2012 roku dr David Bardens przyjął wyzwanie powołując się na 6 artykułów i poprosił dr. Lankę o przelanie 100 000 euro na swoje konto bankowe. Jednak Lanka odmówił, gdyż jego zdaniem publikacje te nie dostarczyły wystarczających dowodów. W związku z tym dr Bardens pozwał dr. Lankę do sądu. 12 marca 2015 roku Sąd Rejonowy w Ravensburgu w południowych Niemczech nakazał dr. Lance zapłatę, na co Lanka odwołał się. 16 lutego 2016 roku Wyższy Sąd Krajowy w Stuttgarcie (OLG) orzekł, że dr Bardens nie spełnił kryteriów, ponieważ nie przedstawił dowodu na istnienie wirusa odry przedstawionego w jednej z publikacji, o co poprosił dr Lanka.
1 grudnia 2016 r . Pierwszy Cywilny Senat Federalnego Trybunału Sprawiedliwości Niemiec (BGH) potwierdził orzeczenie OLG Stuttgart.
Jeden z biegłych stwierdził, że istnienie wirusa odry można wywnioskować z prac przedstawionych przez dr. Bardensa, ale nie przeprowadzono żadnych kontrolowanych eksperymentów zgodnie z międzynarodowo zdefiniowanymi zasadami praktyki naukowej. Biegły uważa ten brak za „słabość metodologiczną” tych publikacji, co więcej, żadna publikacja na temat istnienia wirusa odry, która wytrzymałaby próbę dobrej nauki, wciąż nie została wydana.
Ponadto stwierdzono, że Instytut Roberta Kocha (RKI) – najwyższy niemiecki autorytet w dziedzinie chorób zakaźnych, nie przeprowadził testów na obecność wirusa odry i nie opublikował ich wyników.
Koniec historii
Sprawa dr. Lanki to już historia, która raczej się nie powtórzy. Podobnie rzecz się ma co do wirusa Covid-19 z tym, że już nie ma dyskusji, a jego obecność stała się dogmatem. W sądach odbyły się jedynie rozprawy ułaskawiające (na ogół) nie stosujących się do bezprawnych obostrzeń, ale już lekarze nie stosujący się do wytycznych podlegają ostracyzmowi, są zawieszani lub tracą prawo wykonywanie zawodu. I to nie wskutek wyroków sądów powszechnych, lecz przez izby lekarskie, które z kolei działają na zlecenie koncernów farmaceutycznych. A wszystko przebiega tak, jak przed stuleciami w procesach o herezje.
Mamy tu trzy etapy postępowania:
I: Przedstawienie publicznie zarzutu heretykowi, że jego słowa noszą znamiona czynu zabronionego (naruszają zakaz dezinformacji).
II: Przesłuchiwanie podejrzanego tak długo, aż przyzna się do tego, że jest heretykiem.
III: Po przyznaniu się do winy heretyk musi solennie wyprzeć się swoich błędnych słów, odwołać je publicznie i złożyć samokrytykę.
Gdyby jednak hardy heretyk nie chciał wyprzeć się swych słów, nowa świecka inkwizycja do spraw walki z dezinformacją wydałaby mu nakaz milczenia oraz usunięcie wypowiedzi heretyka ze wszelkich zasobów bibliotecznych, archiwów oraz internetu, aż do pozbawienia środków do życia włącznie.
Zasada, że „Dobro pacjenta najwyższym prawem” charakteryzujące powołanie lekarza zostało zastąpione: „Dobro farmacji najwyższym prawem”. A to wezwanie charakteryzuje aptekarza.
Jaka jest przebitka pokazuje przykład grupy studentów w Sydney, która odtworzyła lek na malarię Deraprom za 2$. Firma Turing Pharmaceuticals, która kupiła nań licencję sprzedaje go za 750$. to potężna przebitka, ale to tylko przykład.
Konkluzja: czy urzędnicy lecznictwa, a więc słudzy ministra chorób i śmierci są lekarzami czy farmaceutami, a więc aptekarzami czyli sługami firm farmaceutycznych? Zważyć należy, że wielu uzurpujących sobie tytuł lekarza zarabia prowizję ze sprzedaży leków w aptece
Do czego prowadzi dyktatura urzędnicza
Ministra chorób i śmierci Leszczyna powiedziała kiedyś, że wszystkie problemy służby zdrowia znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie wiem, czy różdżka się zepsuła, czy ministra coś pokręciła z zaklęciem, bo wyszło jak w tych dowcipach o Radiu Erewań. Prawda jest bowiem taka, jak na kilku z brzegu przykładach:
-likwidowane są porodówki;
-szpital w Kielcach nie przyjmuje – brak 20 mln zł;
-przywrócone zostaną limity skierowań do lekarzy specjalistów, co nie ma sensu, gdyż zwykłe skierowania i tak nie funkcjonują, a na te wypisane na cito czas oczekiwania wynosi kilka miesięcy; -nie wyklucza się wprowadzenia skierowań super-cito;
-oddział chorych na gruźlicę nie przyjmuje pacjentów; szpital położony jest w województwie graniczącym z Ukrainą skąd importujemy gruźlicę lekooporną;
-ogłoszona rekordowa lista leków refundowanych jest fikcją; rzecz polega na tym, że szpitale najpierw muszą zapłacić za nie, a refundacja nastąpi na Świętego Nigdy; dlatego szpitale nie włączają pacjentów do tego programu;
-NFZ wydał 320 tys. zł na program „Top Model” w TVN;
-płace lekarzy pochłaniają 70% wydatków; tylko w Kaliszu 4 lekarzy zarobiło łącznie 10 mln zł rocznie, co wypada średnio na osobę 2,5 mln zł.
Nasz nie/rząd zainicjował pogadanki dla pacjentów aby mniej chodzili do lekarzy, a seniorzy korzystali z mniejszej liczby leków. W ten sposób NFZ zaoszczędzi 10 mld zł, co na niewiele się zda, bo deficyt wyniesie i tak 14 mld zł.
Za to premier Tusk oświadczył, że NFZ jest nie tylko wypłacalny, ale jest też rzetelnym płatnikiem w zakresie umów i nadwykonań nielimitowanych.
Na koniec dobra informacja: jeżeli się komuś nie podoba to nie/rząd podnieść ma wysokość zasiłku pogrzebowego do 6 tys. zł.
Dobroczynne skutki postu
Skoro nie można liczyć na państwową służbę zdrowia, trzeba o zdrowie zadbać samemu. Dziś o poście, temat skądinąd aktualny z powodu świąt.
Już Hipokrates mawiał, że jedzenie w czasie choroby to karmienie jej. Dlatego chorzy nie mają przeważnie apetytu, bo tak organizm się broni. W trakcie takiego postu uruchamiają się autofagi oczyszczając organizm z patogenów. Autofagia to m.in. proces zapobiegania nowotworom. Wiadomo, że komórki nowotworowe pojawiają się codziennie w naszych organizmach lecz mechanizmy obronne je niszczą. Autofagię najlepiej stymuluje post.
Problem w tym, że żyjemy w epoce propagandy, co widać po tzw. przekaziorach, których programy tworzą przestrzeń dla reklam. Te zaś masowo lansują np. śniadania węglowodanowe jako podstawę dnia. Ten skorumpowany przez różne korporacje system stoi w sprzeczności z faktyczną wiedzą.
O szkodliwości węglowodanów (tj. cukrów) już pisałem, teraz o tym, jak najlepiej pościć bez uczucia głodu.
Na początek dnia zamiast pieczywa i cukru można dodać do kawy odrobię masła lub oleju kokosowego. To pomaga, podobnie jak post na rosole. Ale najważniejsze to zaadoptować organizm do stylu nisko węglowodanowego. Trwa to ok. 6 tygodni, co ułatwi pobieranie energii przez przejście z glukozy do ketonów. W tym okresie (ale potem także), dobrze jest korzystać z przepisów diety ketogennej.
Możliwe też są posty przerywane 14x10, 16x8 aż po post 72 godzinny raz na 3 miesiące. A więc post przez 14 godzin, a przez 10 jedzenie, aż po 16 godzin postu i 8 godzin jedzenia. Oczywiście nie chodzi o jedzenie wszystkiego jak leci, lecz o zastosowanie diety keto. To nie tylko oczyści organizm, zredukuje wagę, ale wycofa cukrzycę typu drugiego.
Jan Pokrywka






